piątek, 9 października 2015

"Koci świat" Prolog

Szare, bure lub pstrokate,
wszystkie koty za pan brat,
mają drogi swe i płoty,
po prostu koci świat,
po prostu koci świat”


          Kocie życie naszpikowane jest nostalgią i bezcelową egzystencją przedłużaną każdym kolejnym dniem wylegiwania się na miękkiej kanapie właściciela. Ludzie mają rację – do szczęścia jest potrzebne nam niewiele: ciepły kąt do spania i pełna miska najsmaczniejszych smakołyków jakie tylko udało się stworzyć człowiekowi. Co prawda nie pogardzimy też świeżą rybką czy kawałkiem soczystego mięska. Te dwunożne istoty nie wiedzą jednak jak bardzo wielką inteligencją my, koty zostałyśmy obdarzone. Jak wiele rozumiemy i jak wiele potrafimy zrobić bez ich pomocy.

          My, koty, podobnie jak niektórzy przedstawiciele rasy ludzkiej, lubimy chadzać własnymi ścieżkami nie trzymając się reguł, którymi kieruje się pędzący przed siebie z zawrotną prędkością świat. Różnica między nami jest jedynie taka, że my nie zostajemy odtrąceni przez społeczeństwo tak, jak dzieje się to w przypadku naszych pobratymców, ludzi. Hm, w sumie to nie jestem pewien czy określenie „pobratymca” jest odpowiednie w tym przypadku. Sądzę, że słowo „przyjaciel” w znacznym stopniu podkreśli relacje, które łączą nas z ludźmi.

          Wbrew pozorom nie różnimy się tak bardzo od ludzi. Tak, jak i w ich społeczności, nasza kocia społeczność dzieli się na statusy. Najwyższy i najważniejszy z nich zajmują koty szlachetnie urodzone z długim rodowodem i mnóstwem odznaczeń na wystawach krajowych i zagranicznych. Później tak zwana kocia burżuazja czyli koty rozpieszczane przez swoich właścicieli tak bardzo, że bliżej im do piłek niżeli do kotów. Gdzieś tutaj można mówić o kotach mieszkających na wsi i pilnujących gospodarstw. Niżej można napotkać koty bezdomne, które każdego dnia z honorem na karku walczą o przetrwanie na ulicy, przemykając pomiędzy rozpędzonymi autami i grzebiącymi w śmietnikach. Na samym dole statusu kociego społecznego znajdują się zwykłe dachowce przy garnięte przez zwykłego Kowalskiego. Jest to wynikiem pogardy przez inne koty uważające, że przygarnięcie bezdomnego kota przez człowieka i danie się przez niego udomowić, równe jest z porażką życiową i brakiem umiejętności przetrwania.

          Ja należę do tych ostatnich. Moja pani przygarnęła mnie rok temu, kiedy wraz z wolontariuszami odwiedziła schronisko, do którego trafiłem. Nie skarżę się na własny status w kociej społeczności. Jest mi dobrze tak, jak jest i nie zamieniłbym obecnego życia na żadne inne.
Moja historia jednak rozpoczyna się rok po zamieszkaniu z moją panią. Oto i ona...



          Dom, w którym mieszkałem wraz z moją panią ogarniała wówczas wszechobecna cisza. Cisza tak cicha, że aż nieprzyjemnie piszczało w uszach. Wielka, jasna piłka, którą ludzie zwykli zwać księżycem, wisiała na granatowym niebie za oknem i zdawała się zaglądać przez firanki, oświetlając mętną łuną poszarzały dywan. A ciemność, którą udawało się pokonać włączonemu ekranowi telewizora, skrywała się w każdym z czterech kątów pokoju.

          - Premier Rzeczpospolitej Polskiej ogłosiła, że do kraju zostanie przyjęte kolejne 10,000 tysięcy uchodźców z krajów islamskich...

          Moja pani już spała, podczas gdy małe ludziki zamknięte w czworokątnym pudle nazywanym telewizorem, prowadziły debatę nad sprawami (ponoć) ważnymi dla polityki i gospodarki krajów Unii Europejskiej i świata. Oczywiście my, koty, uważamy, że jakakolwiek polityka poza statusami społecznymi i wyznaczaniem terytorium, jest całkowicie bezcelowa i prowadzi do niepotrzebnych konfliktów a w efekcie również wojen. My, koty rozumiemy bardzo wiele, ale za żadne skarby świata nie możemy zrozumieć podziału ludzi pod względem religii. Czym tak właściwie dla nas, kotów jest religia? Wyznacznikiem wartości czy kierunkiem? My, koty, najprościej mówiąc - jesteśmy ateistami. Nie mamy boga.

          Tą wieczorną sielankę wnet przerwał głośny dzwonek telefonu komórkowego mojej właścicielki. Odebrała niemal natychmiast i zaspana bełkotała coś do słuchawki. Ja zaś nerwowo machałem ogonem i strzygłem uszami próbując usłyszeć jakieś szczegóły rozmowy, ale język, którym posługiwała się kobieta nadaremnie mi to uniemożliwił. Nie byłem kocim poliglotą i nie rozumiałem wszystkich języków, który posługują się ludzie, więc z wielkim zainteresowaniem wpatrywałem się w moją panią kiedy tylko zakończyła rozmowę odkładając telefon na szafkę nocną.

          - No, kocie, musimy się szykować – poklepała mnie po łebku i wyciągnęła z szaf największą walizkę po czym zaczęła pakować do niej ubrania.

          Spojrzałem na nią z zadumą i zapewne gdybym posiadał zdolność porozumiewania się ludzką mową, zapytałbym „Na co mamy się szykować?”.



Hejka wszystkim!

Jak się Wam podoba wstęp do opowiadania? „Koci świat” będzie co jakiś czas ukazywał się na tym blogu. Jak pewnie zauważyliście, będzie to opowiadanie z perspektywy życia kota. Hm, ni mam tylko dla niego imienia. Może jakieś propozycje? :D Podawajcie w komentarzach a ja wybiorę najlepsze z nich :D

5 komentarzy:

  1. cciekawy post :)
    zapraszam na konkurs,glosuj, na blogu wszystko opisane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy blog. Tali trochę inny niż pozostałe. Będę na niego zaglądać. Opowieść początkowa nie długa, nie krótka lecz sam raz, sprawia, że człowiekowi nie odechciewa się jego czytania.
    Naprawdę super!

    bajkowoanastypoem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie ci wychodzą takie opowiadania!

    http://thoughtcolorfully.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. 21 year old Web Developer II Jilly Brumhead, hailing from Guelph enjoys watching movies like "Dudesons Movie, The" and Bodybuilding. Took a trip to Cidade Velha and drives a Eldorado. oficjalne zrodlo

    OdpowiedzUsuń