„Szare,
bure lub pstrokate,
wszystkie koty za pan brat,
mają drogi swe i płoty,
po prostu koci świat,
po prostu koci świat”
wszystkie koty za pan brat,
mają drogi swe i płoty,
po prostu koci świat,
po prostu koci świat”
Kocie życie naszpikowane
jest nostalgią i bezcelową egzystencją przedłużaną każdym
kolejnym dniem wylegiwania się na miękkiej kanapie właściciela.
Ludzie mają rację – do szczęścia jest potrzebne nam niewiele:
ciepły kąt do spania i pełna miska najsmaczniejszych smakołyków
jakie tylko udało się stworzyć człowiekowi. Co prawda nie
pogardzimy też świeżą rybką czy kawałkiem soczystego mięska.
Te dwunożne istoty nie wiedzą jednak jak bardzo wielką
inteligencją my, koty zostałyśmy obdarzone. Jak wiele rozumiemy i
jak wiele potrafimy zrobić bez ich pomocy.
My, koty, podobnie jak
niektórzy przedstawiciele rasy ludzkiej, lubimy chadzać
własnymi ścieżkami nie trzymając się reguł, którymi
kieruje się pędzący przed siebie z zawrotną prędkością świat.
Różnica między nami jest jedynie taka, że my nie zostajemy
odtrąceni przez społeczeństwo tak, jak dzieje się to w przypadku
naszych pobratymców, ludzi. Hm, w sumie to nie jestem pewien
czy określenie „pobratymca” jest odpowiednie w tym przypadku.
Sądzę, że słowo „przyjaciel” w znacznym stopniu podkreśli
relacje, które łączą nas z ludźmi.
Wbrew pozorom nie różnimy
się tak bardzo od ludzi. Tak, jak i w ich społeczności, nasza
kocia społeczność dzieli się na statusy. Najwyższy i
najważniejszy z nich zajmują koty szlachetnie urodzone z długim
rodowodem i mnóstwem odznaczeń na wystawach krajowych i
zagranicznych. Później tak zwana kocia burżuazja czyli koty
rozpieszczane przez swoich właścicieli tak bardzo, że bliżej im
do piłek niżeli do kotów. Gdzieś tutaj można mówić
o kotach mieszkających na wsi i pilnujących gospodarstw. Niżej
można napotkać koty bezdomne, które każdego dnia z honorem
na karku walczą o przetrwanie na ulicy, przemykając pomiędzy
rozpędzonymi autami i grzebiącymi w śmietnikach. Na samym dole
statusu kociego społecznego znajdują się zwykłe dachowce przy
garnięte przez zwykłego Kowalskiego. Jest to wynikiem pogardy przez
inne koty uważające, że przygarnięcie bezdomnego kota przez
człowieka i danie się przez niego udomowić, równe jest z
porażką życiową i brakiem umiejętności przetrwania.
Ja należę do tych
ostatnich. Moja pani przygarnęła mnie rok temu, kiedy wraz z
wolontariuszami odwiedziła schronisko, do którego trafiłem.
Nie skarżę się na własny status w kociej społeczności. Jest mi
dobrze tak, jak jest i nie zamieniłbym obecnego życia na żadne
inne.
Moja historia jednak
rozpoczyna się rok po zamieszkaniu z moją panią. Oto i ona...
Dom, w którym
mieszkałem wraz z moją panią ogarniała wówczas
wszechobecna cisza. Cisza tak cicha, że aż nieprzyjemnie piszczało
w uszach. Wielka, jasna piłka, którą ludzie zwykli zwać
księżycem, wisiała na granatowym niebie za oknem i zdawała się
zaglądać przez firanki, oświetlając mętną łuną poszarzały
dywan. A ciemność, którą udawało się pokonać włączonemu
ekranowi telewizora, skrywała się w każdym z czterech kątów
pokoju.
- Premier Rzeczpospolitej
Polskiej ogłosiła, że do kraju zostanie przyjęte kolejne 10,000
tysięcy uchodźców z krajów islamskich...
Moja pani już spała,
podczas gdy małe ludziki zamknięte w czworokątnym pudle nazywanym
telewizorem, prowadziły debatę nad sprawami (ponoć) ważnymi dla
polityki i gospodarki krajów Unii Europejskiej i świata.
Oczywiście my, koty, uważamy, że jakakolwiek polityka poza
statusami społecznymi i wyznaczaniem terytorium, jest całkowicie
bezcelowa i prowadzi do niepotrzebnych konfliktów a w efekcie
również wojen. My, koty rozumiemy bardzo wiele, ale za żadne
skarby świata nie możemy zrozumieć podziału ludzi pod względem
religii. Czym tak właściwie dla nas, kotów jest religia?
Wyznacznikiem wartości czy kierunkiem? My, koty, najprościej mówiąc
- jesteśmy ateistami. Nie mamy boga.
Tą wieczorną sielankę wnet
przerwał głośny dzwonek telefonu komórkowego mojej
właścicielki. Odebrała niemal natychmiast i zaspana bełkotała
coś do słuchawki. Ja zaś nerwowo machałem ogonem i strzygłem
uszami próbując usłyszeć jakieś szczegóły rozmowy,
ale język, którym posługiwała się kobieta nadaremnie mi to
uniemożliwił. Nie byłem kocim poliglotą i nie rozumiałem
wszystkich języków, który posługują się ludzie,
więc z wielkim zainteresowaniem wpatrywałem się w moją panią
kiedy tylko zakończyła rozmowę odkładając telefon na szafkę
nocną.
- No, kocie, musimy się
szykować – poklepała mnie po łebku i wyciągnęła z szaf
największą walizkę po czym zaczęła pakować do niej ubrania.
Spojrzałem na nią z zadumą
i zapewne gdybym posiadał zdolność porozumiewania się ludzką
mową, zapytałbym „Na co mamy się szykować?”.
Hejka wszystkim!
Jak się Wam podoba wstęp do
opowiadania? „Koci świat” będzie co jakiś czas ukazywał się
na tym blogu. Jak pewnie zauważyliście, będzie to opowiadanie z
perspektywy życia kota. Hm, ni mam tylko dla niego imienia. Może
jakieś propozycje? :D Podawajcie w komentarzach a ja wybiorę
najlepsze z nich :D
cciekawy post :)
OdpowiedzUsuńzapraszam na konkurs,glosuj, na blogu wszystko opisane :)
Bardzo ciekawy blog. Tali trochę inny niż pozostałe. Będę na niego zaglądać. Opowieść początkowa nie długa, nie krótka lecz sam raz, sprawia, że człowiekowi nie odechciewa się jego czytania.
OdpowiedzUsuńNaprawdę super!
bajkowoanastypoem.blogspot.com
Super post blog :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie ci wychodzą takie opowiadania!
OdpowiedzUsuńhttp://thoughtcolorfully.blogspot.com/
21 year old Web Developer II Jilly Brumhead, hailing from Guelph enjoys watching movies like "Dudesons Movie, The" and Bodybuilding. Took a trip to Cidade Velha and drives a Eldorado. oficjalne zrodlo
OdpowiedzUsuń